3 listopada 2013

Iron.

Pustka. 
Rozczarowałam się, a może to Ty zwyczajnie się na mnie zawiodłeś. Nic nie trwa wiecznie- tylko wtedy, gdy nie dbamy o siebie nawzajem. Nie ma mowy o budowaniu wspólnej codzienności. Właściwie to już nawet nie rozmawiamy. Przełomowy miesiąc zleciał szybko. Awans zaliczony. Wewnętrzny spokój, choć w tej jednej życiowej kwestii osiągnięty. Brakuje mi wieczorów z tym cholernym ustrojstwem na kolanach. Poproszę o herbatę, gorącą najlepiej z cytryną bez żadnych udziwnień. Żadnych cynamonów, karmelów itp. 
Tęskniłam za dźwiękiem płynącym z wnętrza białych słuchawek. Tylko on sprawia, że czuję cokolwiek. Zaprogramowałam się na obojętność. Słaba reakcja obronna, choć lepsze to od rzucenia się w wir weekendowych, prowincjonalnych potupanek. Nie poznaje ludzi, których jeszcze kilka miesięcy temu idealizowałam w podświadomości. Może za bardzo się wczuwam. Jestem dziwna? Czyżbym odstawała? Myślisz, że gdyby jakiś artysta, tatuażysta wrzuciłby na moje czoło YOLO wszystko wróciłoby do normy? Cywilizacyjna choroba SWAG rozprzestrzenia się w niebezpiecznie, szybkim tempie. Stoję w samym centrum tego syfu, obserwuję. Już nie łapię się za głowę. Uodparniam się. 
Boli mnie samotność ogarniająca współczesną generacje. Wkurwia wszechobecna głupota. Dołuje brak szczerych, trwałych relacji. 
Wciąż czekam na herbatę i Ciebie tutaj obok mnie. 
K.O


Chyba wiem, co czuję słońce- też jestem sama ponad tym.

2 komentarze:

  1. Wspaniale piszesz. Kłaniam się nisko.

    OdpowiedzUsuń
  2. jesteś jeszcze z Bendżim<>

    OdpowiedzUsuń