8 listopada 2017

8.11

Wiesz, że koniec roku wcale nie wypada w ostatni dzień grudnia. Mój rok skończył się właśnie dzisiaj.  Nie mogę obiecać, że to ostatni wpis z serii tych niewesołych. Dla większości z Was mogę wydawać się osobą niezadowoloną z własnego życia. Otóż nie. Nic bardziej mylnego. Należę do raczej szczęśliwych realistek, choć gdzieś na moment porzuciłam swój zdrowy rozsądek. Czy żałuje? Ani trochę. Dałeś mi najlepszą lekcje upadania. Zrozumiałam jak wiele potrafię unieść na swoich z pozoru kruchych barkach. 
Zapewne siedzisz przy kominku i patrzysz w swoje ulubione ognisko.
Równo rok temu dołączyłam do tego Ja. Odegrałam rolę w Twoim jednoosobowym spektaklu- nie zabiegałam o ten angaż. Sam tego chciałeś. Dzisiaj czuje się wyjątkowo "pełna" 
Zafundowałeś mi emocjonalną dyskotekę. Tańczyłam, wirowałam na Twoim parkiecie, odurzona tym wszystkim. Najlepszy lot w życiu, bez grubszych używek.
Bez zastanowienia deklarowałeś, obiecywałeś. Rzucałeś słowa na wiatr, a ja chłonęłam to niczym "SpongeBob" Brak odwagi, honoru, męskiej dumy. Uczuciowy kastrat. 
Zapłaciłam ogromną cenę przez swoją naiwność. Dociera to do Ciebie kiedy masz zaledwie 24 lata,  a czujesz się jakbyś miała za sobą dwa razy tyle. Nie każdy ma odwagę powiedzieć publicznie o tym, że jest mu źle, że czuje się źle. Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, Ameryka z Kanadą jak to mówi moja mama.  Zatrzymujesz się na chwile i wiesz, że jesteś na granicy, że możesz sobie z tym nie poradzić. Wszystko zależy od Ciebie, ale w pewnych sytuacjach potrzebna jest pomoc. Przez rok funkcjonowania w permanentnym stresie, wróciły do mnie największe koszmary z przeszłości. Ponownie, na dobre, w mojej klatce piersiowej zadomowiła się nerwica, zwana fachowo hiperwentylacją. Nieciekawa to przypadłość, potrafi dać w kość. Nie poddaje się i dzielnie walczę.
Pomaga praca, bliscy, przyjaciele, książka, serial, pasja i cała reszta życiowych przyjemności.  Największa batalia rozgrywa się w głowie, a serce nigdy mi nie ułatwia. 
Czy czuje złość?  Już nie, dzisiaj to już wspomnienia, żal i pewnego rodzaju niesmak, ale przede wszystkim to lekcja- dotychczas najtrudniejsza. 
Wierze, że wszystko wróci do normy, że wrócę do formy takiej jak przed Tobą. Najważniejsza jestem Ja, cała! Moje zdrowie, moje samopoczucie.  Zaniedbałam siebie i wszystkich dookoła. 
Całą swoją energię poświęciłam komuś, kto nie zasługiwał nawet, na jej namiastkę.  To już za mną. Po raz drugi zamykam ten temat, ale ten drugi raz już definitywnie, a jeżeli znowu o Nim wspomnę to liczę na mocny "hejt" 
Jedyne dobra pozostałość to rysunek, autorstwa mojego najmłodszego cudaka. Nie posiadam oryginału, bo mama wyrzuciła w trakcie przeprowadzki, ale został uwieczniony na zdjęciu. Chociaż na tym rysunku jesteś idealny- taki jak w moich chorych wyobrażeniach.  Nikomu z Was nie polecam takiej jazdy. 
Wiem, że w życiu są gorsze nieszczęścia, ale ja trafiłam na emocjonalnego oprawcę, który wykonał swoją robotę perfekcyjnie- i zasłużył na miano mojego największego nieszczęścia. Mimo wszystko nie życzę mu źle, nie czuje nienawiści, więc z tej historii wychodzę z podniesioną głową, silna jak nigdy. 


A jakby tego było mało, w tak pięknym dniu, przy okazji tak ważnej dla mnie rocznicy, dowiedziałam się, że jutro mój dzień rozpocznie się bez kawy i papierosa. Może to kolejna, listopadowa rewolucja jaką serwuje mi życie. 

Trzymam kciuki za siebie