18 lipca 2017

Wolne.

Obudził mnie wrzask mew, bo inaczej tego nazwać nie można, ale zdecydowanie to lepszy budzik niż gruchanie latającej, ptasiej grypy #gołębie :)
Znowu piszę z wojażu. Może dlatego, że w takich chwilach mam czas naprawdę dla siebie. 
To była spontaniczna decyzja, jak chyba większość, które podejmuje ostatnio w swoim życiu. 
Kiedy wszystko analizowałam na milon sposobów, cholernie się zadręczałam. Ten etap mam już za sobą. Nadal jestem rozsądną Sandrą, ale są sprawy nad którymi już się nie zastanawiam. Nie chce znać powodu. Nie chce wiedzieć dlaczego tak wyszło, a raczej nie wyszło. Już dość snucia domysłów. Jestem pusta w środku, nie myśle i na chwilę obecną tak musi być. Zwaliło mnie to  z nóg, ale podniosę się. Zasługuje na szczęście i wierze, że w końcu je odnajde. Człowiek uczy się na błędach, a ja z każdych wyciągam wnioski i idę dalej. 
Tym razem nie wspinam się do góry, stąpam po jeszcze zimnym piasku. 
Czuje to miejsca całą sobą. Wieczorne widoki na molo zapierają dech. Miałam kryzysowy moment. 
Przypomniałam sobie o tym co było napisane pod zielonym kapslem. Życzenia noworoczne się nie spełniły, ale jestem tutaj z młodą. Naprawiamy relacje, całą złą energię ode mnie odciąga. Rozmawiamy, jemy, śmiejemy się. Przez to wszystko zapomniałam o całej reszcie, o najbliższych, nie potrafiłam się cieszyć z tego co mam tak naprawdę. Czas zacząć żyć tu i teraz, bez złudzeń. Zbudowałam sobie w głowie coś bez solidnych fundamentów, a jak wiadomo fundamenty to podstawa. To czas tylko dla mnie, bez zamykania się na wszystko i wszystkich.  
Zostawiam to na dobre. Bądź szczęśliwy... z kimkolwiek i gdziekolwiek teraz jesteś.